Recenzja książki „Mężczyzna, który tańczył tango”

/For English please change the language in options/

Autor recenzji: Małgorzata Halaba.

Tytułowy mężczyzna tańczył nie tylko tango – Maksa Costę poznajemy jako fordansera, pracującego na luksusowym liniowcu kursującym między Europą a Ameryką Południową. Jak się szybko okazuje taniec to tylko jedno z wielu zainteresowań głównego bohatera – argentyńskiego emigranta, byłego żołnierza Legii Cudzoziemskiej, bawidamka, oszusta, złodzieja, włamywacza, a nawet szpiega – czarującego przystojniaka o nienagannych manierach.

Jest też tajemnicza Ona – Mecha Inzunza de Troeye. To kobieta z zupełnie innego świata: piękna, zamożna, elegancka żona sławnego hiszpańskiego kompozytora. Teoretycznie, szanse na spotkanie tak całkowicie odmiennej dwójki ludzi, jak Mecha i Maks, są bliskie zeru. Ale ponieważ życie pełne jest niespodzianek, to nie tylko się spotykają, ale na budują niezwykły,  trwający kilkadziesiąt lat związek – miłosny, przyjacielski, na pewno mocno perwersyjny.

Mężczyzna, który tańczył tango to fascynująca książka o ludzkich relacjach, szalonych zbiegach okoliczności, spotkaniach kochanków po latach. I o… szachach. To opowieść niespieszna, wysmakowana, subtelna, którą czyta się z prawdziwą przyjemnością. Bohaterowie są nieszablonowi i pełni niespodzianek, ich drogi życiowe – również. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie tytułowe tango.

Mężczyzna…, zamiast tanga, równie dobrze mógłby tańczyć kadryla lub oberka, bo nie o ten taniec tu chodzi. Chodzi o pokazanie damsko-męskich namiętności, których początkiem jest seks z przypadkowo poznaną osobą, więc trzeba sięgnąć po tango, bo w końcu – zgodnie z obowiązującymi stereotypami – od parkietu do łóżka droga niedaleka. Na szczęście autor oszczędził nam róży w zębach i La Cumparsity. 

A ponieważ nie jest to książka o tangu, to także wpleciona w fabułę „teoria tanga” momentami przyprawia o ból zębów. Irytuje też pedantyczne tłumaczenie nazw figur i kroków – podejście, że w książce, wydanej po polsku, wszystkie słowa muszą być polskie, jest jak najbardziej chwalebne, ale konia z rzędem temu, kto zgadnie, czym są takie figury, jak „cięcie” (Czy chodzi o ocho cortado? Paradę? A może sacadę lub barridę?) „odchył” czy „wsunięcie” (kontekst sugeruje sacadę, ale głowy nie dam). No i klimat Buenos Aires mocno cierpi na tym, że empanady przybrały formę poczciwych „smażonych pierogów z mięsem”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *